Jedno kółko zamiast nart?

Wprowadzone niedawno, związane z epidemią koronawirusa obostrzenia nieźle urządziły wszystkich miłośników białego szaleństwa. Zamknięte stoki oraz niedostępne (przynajmniej legalnie) noclegi oznaczają, że tym razem w Polsce szusowania nie będzie. Co bogatsi pakują się więc w samochody i wyjeżdżają do Czech, Włoch czy Szwajcarii – krajów, które w mniej lub bardziej liberalny sposób pozwalają spełniać się ludziom spragnionym jazdy na jednej czy dwóch „deskach”. Nadal jednak pozostaje niepewność związana z dynamicznym rozwojem sytuacji, której zmiana z dnia na dzień może przekreślić plany o szusowaniu pod Matterhornem czy na stokach Livigno. W końcu nie można też pominąć tego, że niektórzy po prostu nie zdecydują się na wyjazd przez lęk przed zarażeniem siebie i bliskich. Czy to oznacza, że ta zima jest stracona tak pod względem emocji, jak i pod względem podtrzymania narciarskiej kondycji? No, to zależy…

Rzecz w tym, że poza jazdą na kółku lubię także narciarstwo zjazdowe. Tej zimy przyjemność jazdy na nartach mnie ominie, ale właśnie alternatywa w postaci możliwości jazdy na kółku pozwala mi jakoś to przeżyć. Wynika to z faktu, że jazdę na nartach oraz jazdę na elektrycznym monocyklu łączy wiele podobieństw. W obu wypadkach kluczową rolę pełni umiejętność pracy balansem ciała, w obu wypadkach angażowane są podobne partie mięśni, podobnie wygląda fizyczne obciążenie jazdą. Jeśli równy, łagodny i świeżo wyratrakowany stok można przyrównać do miejskiej drogi dla rowerów, to już strome, pełne muld odcinki czerwonych tras można porównać do jazdy po polnych drogach czy bezdrożach. Sporo podobieństw znajdziemy w pozycji narciarza oraz elektrycznego monocyklisty. Tak… Jeśli zagłębić się bardziej, znajdziemy kolejne podobieństwa.

Oczywiście, jazda na kółku jazdy na nartach nie zastąpi, tak jak jazda na nartach nie zastąpi jazdy na kółku. Mimo podobieństw są to aktywności mające swoją własną specyfikę. Obie mogą jednak świetnie się uzupełniać. Zimą numerem jeden będą narty, kółko będzie „rządzić” latem. W ten sposób przez cały rok można dbać o kondycję i cieszyć się jazdą. A gdy z jakichkolwiek powodów przyjdzie szlaban na narty, kółko może stanowić doskonały sposób na to, by mimo tego szlabanu cieszyć się dość jednak podobną aktywnością. Nie można bowiem pominąć niewątpliwych zalet jazdy na kółku. Zbędne stają się wyciągi, bo elektryczny napęd oznacza możliwość jazdy nawet pod całkiem stromą górę. Jeździć można tuż pod domem jak i kawał drogi od niego. Realny zasięg sięgający kilkudziesięciu kilometrów (i więcej!) na jednym ładowaniu oznacza całkiem sporo frajdy z jazdy. Dużo mniejsze jest ryzyko poważnych urazów kolan, a zwichnięcia i złamania kończyn są znacznie rzadsze. Ryzyko urazu nadgarstków i głowy ogranicza się za pomocą odpowiedniego kasku oraz ochraniaczy nadgarstków. Podczas jazdy zimą ubranie monocyklisty to właściwie jota w jotę to samo, co ubiera narciarz, przynajmniej w moim wypadku.

Jeśli więc jesteś miłośnikiem narciarstwa, być może ten artykuł zachęci Cię do tego, by zastanowić się nad spróbowaniem jazdy na elektrycznym monocyklu. Nie jest to tak proste jak się niektórym wydaje, nie jest to też tak trudne jak wydaje się innym. Gdy już się jednak nauczyć, to poza dostarczeniem niewątpliwych, przyjemnych wrażeń z jazdy, kółko może być świetnym narzędziem w utrzymaniu narciarskiej kondycji.


Tym krótkim artykułem otwieram nowy rok i życzę Tobie zdrowia, pomyślności oraz pogody ducha. Miejmy nadzieję, że będzie to rok lepszy od poprzedniego. Moim niewielkim wkładem będą dwie dobre wiadomości. Jedna jest taka, że blog „Na jednym kole” będzie istniał i rozwijał się nadal. Drugą jest to, że bloga nie będzie na Facebooku… a Facebooka na blogu 🙂

Najnowsze artykuły
To Cię może zaciekawić...