Raz się żyje! Test firmware 1.14 w King Songu KS-18XL

Dawno mnie tu nie było, prawda? Muszę przyznać, że nazbierało się troszkę zaległych rzeczy. Prawie skończony jest test King Songa KS-16X, który na publikację czeka… od jesieni? Na szczęście już od początku roku 2020 na tym blogu doczekacie się wielu nowych, ciekawych artykułów. Poza obiecanym testem „iksa” pojawi się cały cykl artykułów, które będą swoistym przewodnikiem po świecie monocykli. W szczególności skorzystają na tym osoby, które dopiero chcą zacząć swoją przygodę z elektrycznym kółkiem lub które dopiero co ją zaczęły. Nie znaczy to jednak, że nie będzie niczego wartościowego dla bardziej doświadczonych.

Poza blogiem wiele nowości znajdziecie także w aplikacji EUC World, która z każdym dniem zyskuje coraz większą ilość użytkowników na całym świecie. Za kilka dni opublikowana zostanie kolejna wersja tej lubianej aplikacji, która wniesie sporo nowych funkcji. O tym jednak napiszę w osobnym artykule, ale już teraz uchylę rąbka tajemnicy… Otóż King Song stwierdził, że zamiast nadal pogrążać się ze swoją beznadziejną aplikacją na Androida i iPhone’a, skorzysta z doświadczenia i pozycji już istniejących aplikacji do obsługi elektrycznych monocykli. Tak, słusznie się domyślacie – EUC World zyska niebawem wszystkie funkcje aplikacji fabrycznej na Androida! W przypadku posiadaczy iPhone King Song postanowił wesprzeć rozwój DarknessBota. Tak więc skończą się odwieczne bolączki użytkowników monocykli King Songa. O tym także niedługo pojawi się artykuł.

Przyszedł jednak czas na krótki test nowego oprogramowania w wersji 1.14. W momencie w którym piszę te słowa nie jest to jeszcze oficjalne oprogramowanie, a jedynie wersja przeznaczona do testów wewnętrznych. Tak więc jeśli nie widzisz jeszcze tej wersji w opcjach aktualizacji dostępnych w aplikacji King Songa, po prostu poczekaj. Wersja ostateczna może różnić się w zachowaniu względem tego, co miałem okazję testować. Mam jednak nadzieję, że jeśli tak będzie, to będą to wyłącznie ulepszenia.

W każdym razie postanowiłem się poświęcić i jeszcze przed oficjalną publikacją przekonać się czy nowe oprogramowanie cokolwiek zmienia i czy jest w ogóle na co czekać. Zaufanie testowemu firmware King Songa nie przyszło mi jednak łatwo, jako że w ostatnim czasie firma zaliczyła kilka wpadek z wydawałoby się oficjalnym oprogramowaniem dla KS-16X. Decyzję o wgraniu testowej wersji 1.14 podjąłem więc dodając sobie odwagi szklaneczką Tullamore Dew. W ten sposób przełamałem lęk i uruchomiłem aplikację serwisową KS SoftTuner, by za jej pośrednictwem zaktualizować oprogramowanie swojej „ikselki” do wersji 1.14.

Oprogramowanie wgrane!

Jeśli chodzi o sam proces aktualizacji firmware to przebiegł bez problemu i dość sprawnie. Na końcu, podobnie jak było w wersji 1.13, koło automatycznie weszło w tryb kalibracji poziomu pedałów i się wyłączyło. Pozostało więc ustawić na jednym z pedałów poziomnicę, ustawić kółko w pionie i poziomie, a następnie wcisnąć przycisk włącznika. Chwilę po uruchomieniu monocykla ustawienia kalibracyjne zostały zachowane, kółko zapiszczało sygnalizując gotowość do jazdy.

Piszę o tym celowo , gdyż takie zachowanie kółka nie jest typowe dla wcześniejszych wersji firmware. Wcześniej po aktualizacji kółko było od razu gotowe do jazdy, podczas gdy teraz po aktualizacji silnik nie uruchamia się – koło nie stabilizuje się. To może wywoływać wrażenie, że coś poszło nie tak i koło jest „martwe”. Na szczęście nie ma powodów do paniki. Natomiast trzeba pamiętać o tym, aby po aktualizacji firmware nie tylko skalibrować poprawnie kółko, ale i sprawdzić pozostałe ustawienia – tryb pracy, limity prędkości, ustawienia alarmów itd. Aktualizacja firmware 1.14 przywraca je do wartości fabrycznych. Ze względu na to, że animuszu dodałem sobie szklaneczką irlandzkiej whisky, w konsekwencji za kółko (a raczej na kółko) mogłem wsiąść dopiero następnego dnia. Jednakże już po aktualizacji zaobserwowałem jedną z największych różnic względem poprzednich wersji firmware.

Cisza jak makiem zasiał!

No właśnie… Najlepsze, że dotarło to do mnie dopiero po chwili. Otóż po włączeniu silnik nie wydaje z siebie żadnych dźwięków! Zniknęło zupełnie charakterystyczne piszczenie, które jeszcze w wersji 1.13 i starszych było wyraźnie słyszalne na postoju, aby wzmóc się jest jeszcze podczas jazdy. Wygląda więc na to, że nowe oprogramowanie w wersji 1.14 eliminuje to, co dla niektórych dyskwalifikowało monocykle King Songa – charakterystyczny dźwięk, który dla części ludzi był wręcz nie do zniesienia. Mi osobiście nie przeszkadzał, a wręcz pomagał – byłem słyszalny przez mijanych przeze mnie pieszych.

Najwyraźniej King Song zmienił częstotliwość sygnału sterującego silnikiem, przez co pisk nie jest już słyszalny. To jednak nie oznacza, że podczas jazdy nie słychać silnika. Nadal obecny jest dźwięk, którego wysokość zależna jest od prędkości. Ponadto słychać toczącą się oponę, ale ten dźwięk obecny jest w każdym monocyklu.

Dynamika jazdy – na plus

Na wstępie zaznaczam, że przez dłuższy czas jeździłem na oprogramowaniu w wersji 1.13. Już ono wprowadziło wyczuwalną poprawę w dynamice koła względem poprzednich wersji. Z nieznanych mi jednak przyczyn King Song w pewnym momencie wycofał to oprogramowanie, przez co nie każdy zdążył dokonać aktualizacji. Jeśli więc nadal korzystasz z wersji 1.12 lub starszej, to różnica po wgraniu 1.14 powinna być jeszcze bardziej widoczna. Test był przeprowadzony na monocyklu KS-18XL, ale wszystko co napisałem dotyczy także posiadaczy KS-18L.

Gdy wreszcie ruszyłem w trasę aby przetestować nowe oprogramowanie, początkowo nie byłem w stanie jednoznacznie stwierdzić zmian w zachowaniu koła. Nawet odniosłem wrażenie, że stało się bardziej „miękkie”. Szybko jednak okazało się, że ta „miękkość” to po prostu większa płynność reakcji silnika koła. Najwyraźniej w nowym firmware dokonano bardzo dużych zmian w algorytmie sterowania silnikiem. W konsekwencji nie tylko zniknął pisk, ale też mniej wyczuwalne są wibracje podczas postoju. Wiesz, takie wrażenie „przeskakiwania ząbków” podczas delikatnego obracania koła. Teraz jest to zdecydowanie mniej wyczuwalne. Oznacza to także, że włączone koło oparte bokiem o ścianę praktycznie nie drży i jest bezgłośne. No, chyba że włączy się wentylator chłodzący…

Gdy już przekonałem się, że testowe oprogramowanie wcale nie zamierza zrobić mi psikusa typu „wyłączenie w czasie jazdy”, „zajęcie się monocykla żywym ogniem” czy innych podobnych, zrelaksowałem się i wróciła pewność siebie. No i szybko okazało się, że koło na nowym oprogramowaniu lepiej przyspiesza. Nie jest to jakaś diametralna zmiana względem 1.13, ale trudno jej nie zauważyć. Jeśli chodzi o hamowanie także i tu wyczuwalna jest poprawa, ale oczywiście koło nie staje jak wryte. Ja podczas jazdy nie dotykam padów w ogóle, a stopy mam rozstawione szeroko na pedałach. Taki styl jazdy jest wygodny i pozwala na ciasne i precyzyjne manewry poprzez dość znaczne wychylanie koła, ale ogranicza siły przenoszone z nóg na koło i ogranicza skuteczność hamowania.
Osoby które podczas jazdy pracują łydkami lub kolanami na padach, a w szczególności posiadacze tzw. „power padów” mogą pełniej wykorzystać zmiany w sposobie sterowania silnikiem i wyciągnąć maksimum możliwości w zakresie przyspieszania i hamowania.

Trochę jakby KS-16X, czyli już gdzieś to czułem

Testowa jazda odbywała się w ostatnim dniu 2019 roku, który w Gdańsku był dniem chłodnym i bardzo wietrznym. Na Bałtyku w tym czasie trwał sztorm, a jazda pod wiatr była nie lada wyzwaniem. Mimo to obiecawszy moim czytelnikom test, postanowiłem nie iść na łatwiznę i zrobić możliwie długą trasę w różnych warunkach terenowych. Ostatecznie wyszło więc 40 kilometrów, podczas których zbierałem wrażenia z jazdy na nowym oprogramowaniu. I wiesz co? Z każdym kolejnym kilometrem docierało do mnie przeświadczenie, że moja XL-ka zachowuje się podobnie do testowanego przeze mnie jakiś czas temu KS-16X. To prawda. Nowy firmware wydaje się wnosić do XL-ki większą żwawość. Żwawość, którą pamiętam z jazdy „X-em”. Oczywiście nie oznacza to, że nagle osiemnastocalowe kółko zaczęło jeździć jak szesnastka, ale coś w tym jest. Być może inżynierowie King Songa przenieśli do XL-ki algorytmy, które sprawdziły się w KS-16X.

Gdańsk to miasto nadmorskie, ale o górskim charakterze. Mamy tu sporo krótszych i dłuższych, łagodniejszych i bardziej stromych pagórków. Dlatego dość szybko nadarzyła się okazja aby przekonać się, że widać dość wyraźnie zmianę w zachowaniu kółka podczas jazdy pod górę. Wcześniej często musiałem przesunąć stopy do przodu, aby wykorzystać ciężar ciała zamiast siłowo dociskać palce stóp do przedniej części pedałów. Tym razem kółko chętniej wjeżdżało na wzniesienia bez takich zabiegów. Dużo częściej podczas wjazdu na wzniesienie słyszałem w słuchawkach dyscyplinujące „Zwolnij!”. Nie miałem jednak okazji testować bardzo stromych podjazdów. Po porannym deszczu było zbyt ślisko, a mająca kilka tysięcy przebiegu opona to bardziej „slick” niż „semi”. I tak zaliczyłem kilka uślizgów na błocie i trawie, spowodowanych żwawszą niż dotąd reakcją kółka na nacisk na pedały.

Mam też wrażenie, że zmieniło się trochę zachowanie koła w ciasnych zakrętach. Być może to tylko złudzenie, ale wydaje mi się jakby kółko delikatnie cofało pedały w ciasnym zakręcie, pomagając w wykonaniu skrętu. Być może jest to jednak konsekwencja wykonanej nieco inaczej kalibracji. Być może to wyłącznie złudzenie. Nie wiem, ale będę się temu przyglądał podczas kolejnych jazd. Odbieram to jednak w charakterze dobrej zmiany, bo ułatwia hamowanie w trakcie wykonywania ciasnego skrętu. Gdyby miało się to okazać zamierzonym efektem, dodatkowo poprawi zwrotność tego – bądź co bądź – dużego monocykla.

Podsumowanie

Test odbył się na dystansie 40 kilometrów. To zdecydowanie za mało aby test był miarodajny, ale wystarczająco aby podzielić się pierwszymi wrażeniami. No i muszę przyznać, że wróciłem do domu zadowolony. Największa zmiana to oczywiście wyciszenie napędu. Jak ręką odjął zniknął pisk, który od dawna towarzyszył większości monocykli King Songa. Koło stało się też bardziej dynamiczne, ale też i bardziej elastyczne. Nie są to jednak zmiany szczególnie drastyczne, jako że już wcześniej praca napędu była bardzo dobra. Nie sposób ich jednak nie zauważyć. Skłonny byłbym zaryzykować twierdzenie, że King Song zmniejszył dystans między XL-ką a MSX-em tam, gdzie ten drugi miał przewagę. Dla osób które nie planują jazdy szybszej niż 40 km/h jedyną przewagą MSX-a może okazać się trzycalowa opona, w tym możliwość założenia motocyklowej opony 14×2.5 typu „knobby”. Czy to jakaś szczególna przewaga? Raczej nie, a w obliczu przewagi XL-ki nad MSX-em oba koła stają się jeszcze bardziej równoważne. Czy więc jest na co czekać? Mimo, że zmiany nie będą rewolucyjne, zdecydowanie jest na co czekać.

A na koniec wideopocztówka znad morza. Tak wyglądało ono dzisiaj i z takim wiatrem musiałem się mierzyć podczas testu. Mimo wszystko, była to bardzo przyjemna jazda 🙂 Wszystkiego najlepszego w nowym roku i do zobaczenia niebawem!