W podróży na jednym kole: Ładowanie akumulatora w trasie

Już za kilka dni wyruszę w pierwszą z kilkudniowych tras, jakie zaplanowałem na ten rok. Mająca nieco ponad 450 kilometrów trasa rozpocznie się w Świnoujściu, by po czterech dniach znaleźć swój finał w Gdańsku. Ta podróż będzie częścią przygotowania kondycyjnego do większej wyprawy, jaką będzie samotne pokonanie całej trasy Green Velo w jej najdłuższym wariancie. Ponad 2000 kilometrów, piętnaście dni jazdy plus jeden dzień odpoczynku.

Pokonywanie tak długich tras nie byłoby możliwe bez postępów, jakie w ostatnim czasie dokonały się w konstrukcji elektrycznych monocykli. Pojemne akumulatory i mocne silniki pozwalają na bezpieczne pokonywanie dystansu kilkudziesięciu kilometrów na jednym ładowaniu. Ulubiony przeze mnie King Song KS-18XL pozwala przejechać 80 km. Gotway Monster 2400 Wh oferuje zasięg znacznie przekraczający sto kilometrów.. W większości wypadków wytrzymałość fizyczna użytkownika jest jednak mniejsza niż zasięg jego monocykla. Przejechanie 50 km po nie zawsze równej nawierzchni to spore wyzwanie dla stawów i mięśni. Przeciętny dystans tras rejestrowanych w serwisie EUC World to raptem 12 kilometrów.

Są jednak osoby, których kondycja i doświadczenie pozwalają na pokonywanie dystansów, które przekraczają możliwości kółka na jednym ładowaniu. Coraz chętniej użytkownicy monocykli wykorzystują je do uprawiania turystyki. Turystyki, która ma w sobie troszkę z pieszą a troszkę z rowerowej. Turystyka na kółku pozwala cieszyć się w pełni wolnością podróżowania. W krótszym czasie można pokonać większy dystans niż pieszo czy nawet na rowerze. Kółko wspaniale sprawdza się w górach, gdzie elektryczny silnik pozwala sprawnie wjechać na bardzo strome wzniesienia. Szeroka opona oferuje świetną przyczepność nawet w trudnym terenie. Wszystko to sprawia, że na kółku można łatwo dotrzeć w miejsca, których normalnie byśmy nie odwiedzili. Ja sam zakochałem się w „elektromonocyklowej” turystyce i każdego roku pokonuję tysiące kilometrów turystycznych tras Polski. W zeszłym roku przejechałem przez Polskę z północy na południe i pokonanie ponad 850 km w siedem dni było niezapomnianym przeżyciem.

Nie można jednak zapominać o minusach. Wybierając się w daleką podróż na kółku zdanym jest się wyłącznie na to, co damy radę nieść w plecaku. O ile można niektóre części ekwipunku przytroczyć do monocykla, dodatkowa masa negatywnie wpływa na możliwość przyspieszania i hamowania. To oznacza, że do kółka przytroczyć warto jedynie to, co w plecaku zajmowałoby dużo miejsca, a jest lekkie – śpiwór, jednoosobowy namiot, tudzież przeciwdeszczowe spodnie i kurtkę. Kolejnym minusem jest też to, że gdy zabraknie prądu w kółku, stanie się ono kolejnym ciężkim przedmiotem do niesienia lub pchania przed sobą. I na tym chcę się skupić w niniejszym artykule – czym, jak i gdzie ładować się w trasie, aby wystarczyło prądu na bezpieczne jej pokonanie.

Szybka ładowarka to podstawa

Podstawowym wyposażeniem jednokołowego turysty jest ładowarka. To właśnie ona pozwala uzupełnić energię w akumulatorze, co pozwala kontynuować trasę i przejechać kolejne kilometry. Niestety, trzeba sobie powiedzieć wprost – standardowa ładowarka, którą producent monocykla dostarcza w komplecie z kółkiem, zupełnie nie nadaje się do wykorzystania w trasie. Wynika to z bardzo wolnego tempa ładowania. Jednym z najważniejszych parametrów każdej ładowarki jest prąd ładowania, który podaje się w amperach (A). Im jest on większy, tym szybciej odbywa się proces ładowania akumulatora. W przypadku standardowych ładowarek ten prąd zwykle nie przekracza 2,5 A, a najczęściej jest to jedynie 1,5 A. Jedna godzina ładowania taką ładowarką to zaledwie kilka kilometrów dodatkowego zasięgu. Widać więc, że bez szybkiej ładowarki nie ma w ogóle sensu myśleć o skutecznym ładowaniu na trasie.

Bezpieczny prąd ładowania

Wydawać by się mogło, że rozwiązaniem będzie zastosowanie ładowarki o jak najwyższym prądzie wyjściowym. Bo jeśli zamiast ładowarki 1,5 A użyjemy takiej, która ma prąd ładowania na poziomie 15 A, to godzinne ładowanie „wleje do baterii” nie kilka, a kilkadziesiąt kilometrów. W teorii jest to jak najbardziej prawdziwe, ba – nawet i w praktyce tak mniej więcej by to wyglądało… ale do czasu. Problem bowiem w tym, że konstrukcja monocykla narzuca pewne ograniczenia co do wielkości prądu ładowania. Po pierwsze sam akumulator ma swoje ograniczenia. Jest on zbudowany z odpowiednio połączonych ogniw litowo-jonowych, których producent określił maksymalny prąd ładowania, który jest dla nich bezpieczny i który nie powoduje przyspieszonego ich zużycia. Niezależnie od tego procesem ładowania akumulatora zawiaduje specjalny układ elektroniczny, zwany BMS (ang. battery management system). Jego konstrukcja także narzuca pewne ograniczenia prądu ładowania. To nie wszystko. Gniazda ładowania także mają określony, maksymalny prąd który może płynąć przez ich styki. Jego przekroczenie może spowodować ich przegrzanie, a w konsekwencji – kolokwialnie mówiąc – spalenie. Wreszcie same przewody, które łączą poszczególne podzspoły. One też mają swój przekrój,ograniczający maksymalny płynący przezeń prąd. Jak widać, w obwodzie ładowania znajduje się wiele ogniw, których najsłabsze będzie decydowało o tym, jaki prąd ładowania będzie bezpieczny. W praktyce najsłabszym ogniwem jest zwykle złącze ładowania, dlatego np. w monocyklach King Song KS-16X oraz KS-18L/XL zastosowano dwa gniazda, z których każde pozwala na przepływ 5 A prądu. Jednak tylko KS-18L/XL pozwala jednak na bezpieczne ładowanie prądem do 9 A (według producenta jest to nawet 10 A, jednakże ja zalecam nieco niższą wartość). Wyposażony w dwa gniazda KS-16X oficjalnie nie powinien być ładowany prądem wyższym niż 5 A. Dwa gniazda są w nim po to, aby można było podłączyć dwie, standardowe ładowarki 1,5 A.

To nie wszystko. Gniazda ładowania także mają określony, maksymalny prąd który może płynąć przez ich styki. Jego przekroczenie może spowodować ich przegrzanie, a w konsekwencji – kolokwialnie mówiąc – spalenie. Wreszcie same przewody, które łączą poszczególne obwody. One też mają swój przekrój, który ogranicza maksymalny płynący przezeń prąd. Jak widać, w obwodzie ładowania znajduje się wiele ogniw, których najsłabsze będzie decydowało o tym, jaki prąd ładowania będzie najbezpieczniejszy. W praktyce najsłabszym ogniwem jest złącze ładowania, dlatego np. w monocyklach King Song KS-16X oraz KS-18L/XL zastosowano dwa gniazda, z których każde pozwala na przepływ 5 A prądu. Tylko KS-18L/XL pozwala jednak na bezpieczne ładowanie prądem do 9 A (według producenta jest to nawet 10 A, jednakże ja zalecam nieco niższą wartość). Wyposażony w dwa gniazda KS-16X oficjalnie nie powinien być ładowany prądem wyższym niż 5 A. Dwa gniazda są w nim po to, aby można było podłączyć dwie, standardowe ładowarki 1,5 A.

Szukając szybkiej ładowarki warto zainwestować w taką, która pozwala na regulowanie prądu ładowania. Dzięki temu możemy używać jej zarówno do szybkiego ładowania w trasie, jak i wolniejszego ładowania podczas noclegu. Wolniejsze ładowanie pozwala na skuteczniejsze przeprowadzenie procesu balansowania akumulatora. Coś, na co za dnia nie ma zwyczajnie czasu. Przydatny będzie także odczyt parametrów elektrycznych. Najbardziej istotny będzie podgląd napięcia i prądu, ale niektóre ładowarki pozwalają także mierzyć czas ładowania i ilość energii jaka została dostarczona do akumulatora.

Chciałbym także zwrócić uwagę na to, że proces ładowania monocykli King Song może być monitorowany za pomocą aplikacji, np. EUC World. Dzięki temu możemy mieć bieżący podgląd na postęp ładowania na telefonie, o ile tylko kółko znajduje się w zasięgu Bluetooth. Sam bardzo często korzystam z tej możliwości aby ocenić, czy to już czas na dalszą jazdę czy też należy jeszcze chwilkę poczekać. Gdy napięcie akumulatora sięga 84 V wiem, że za kwadrans warto ruszać w dalszą drogę. Posiadacze KS-16X mają jeszcze lepiej, gdyż w tym monocyklu wskazywany jest także prąd ładowania. Spadek poniżej 3 A oznacza, że dalsze oczekiwanie to już tylko strata czasu.

Czy szybkie ładowarki są bezpieczne?

Jak wspomniałem, KS-18L/XL to monocykle które bez szkody dla żywotności akumulatora oraz jakiegokolwiek innego komponentu mogą być ładowane prądem do 9 A. Jednakże prawie każdy monocykl (z wyjątkiem tych najmniejszych), może być bezpiecznie ładowany prądem 5 A. Taką wartość przyjmuje się zresztą za złoty standard szybkich ładowarek. Godzina ładowania taką ładowarką oznacza kolejne 20 km do przejechania. Na krótszych trasach to zupełnie akceptowalne i jeśli nie planujesz pokonywania więcej jak 100 km dziennie, to w długie, letnie dni taka ładowarka może Ci wystarczyć.

Prądy o których piszę powyżej są absolutnie bezpieczne i nie powodują przyspieszonego zużywania akumulatora. To, że w komplecie z monocyklem znajdują się wolne ładowarki nie wynika z tego, że są bezpieczniejsze, ale z tego, że są po prostu tańsze. Producenci zarabiają wyłącznie na monocyklach, więc dążą do obniżenia kosztu niezbędnych akcesoriów. Myli się ten kto uważa, że ładowarki „fabryczne” są lepsze albo bezpieczniejsze od „niefabrycznych”. Nie ma takiej reguły, tym bardziej, że wiele ładowarek pochodzi tak naprawdę z jednej i tej samej, chińskiej fabryki. Ani King Song, ani Gotway, ani Inmotion czy Ninebot sami nie produkują ładowarek. Kupują je od firm, które produkują zarówno tanie ładowarki o niskim prądzie, jak i droższe ale i szybsze ładowarki które można kupić za pośrednictwem serwisu AliExpress lub poprzez europejskie firmy handlujące takim sprzętem.

Gdzie się ładować?

A więc masz już szybką ładowarkę i możesz ruszać w trasę, której długość przekracza zasięg Twojego kółka na jednym ładowaniu. Jeśli wybierasz się w taką trasę to zapewne znasz już realny zasięg swojego kółka w różnych warunkach. Wiesz, jak zmienia się wraz z prędkością jazdy. Potrafisz też wziąć poprawkę na wiatr, który – w zależności od tego czy wieje w plecy, czy w twarz – potrafi zmienić ten zasięg nawet o kilkadziesiąt procent. Zostaje więc pytanie: gdzie się ładować? Na szczęście jest wiele kategorii miejsc, w których bez problemu będzie można doładować akumulator elektrycznego monocykla. Wymienię te, z których sam korzystam.

Restauracje, zajazdy, gościńce, bary

Restauracje czy inne tego typu lokale to miejsca, w których najczęściej zdarza mi się ładować kółko. Wynika to przede wszystkim z tego, że staram się łączyć ładowanie kółka z ładowaniem siebie samego. Połączenie posiłku, odpoczynku i ładowania baterii pozwala efektywnie wykorzystać czas. Zamówienie posiłku, jego przygotowanie, konsumpcja – wszystko to trwa. W tym czasie kółko może się ładować, a gdy apetyt zostaje zaspokojony, w baterii znajdzie się wystarczająco dużo prądu aby pokonać kolejny odcinek drogi. A przecież posiłek nie musi kończyć się na obiedzie. A deser? A kawa? W praktyce mój postój w restauracji trwa półtorej godziny i nigdy nie jest to czas, który specjalnie rozwlekam byle tylko przedłużyć czas korzystania z gościnnego gniazdka w ścianie. Zawsze jednak pytam zanim siądę do stolika, czy przy okazji konsumpcji mogę podłączyć mojego rumaka do prądu. Zawsze też zostawiam po sobie napiwek.

Szczególnym przykładem restauracji są te, które należą do sieci takich jak np. McDonalds. Tam zazwyczaj przy każdym stoliku jest łatwo dostępne gniazdko w ścianie. Ładowanie „na Maku” jest łatwiejsze i co do zasady pewniejsze. O ile zdarzyły mi się dające się policzyć na palcach jednej ręki sytuacje, w których odmówiono mi możliwości skorzystania z gniazdka w nie-sieciowych restauracjach (dlatego warto pytać przed zamówieniem), w „Maku” nigdy się z tym nie spotkałem. Zapewne wynika to z faktu, że McDonalds narzuca jednolite standardy wszystkim restauracjom w sieci. Być może także polityka firmy sprzyja ekologicznym sposobom podróżowania.

Stacje benzynowe

Kolejnym miejscem w którym lubię się doładować są stacje benzynowe. Na większych stacjach znajdują się wydzielone części restauracyjne, gdzie można usiąść, podłączyć kółko, wypić kawę i coś zjeść. Niezależnie od tego często na zewnątrz znajdują się gniazdka elektryczne. Nie spotkałem się z sytuacją, aby obsługa jakiejkolwiek ze stacji mi odmówiła. Wręcz przeciwnie – gość z plecakiem wjeżdżający na stację robi najwyraźniej takie wrażenie, że trudno odmówić mu pomocy. To też zawsze okazja do miłej rozmowy, bo pytań na temat elektrycznych monocykli nigdy nie brakuje. O ile najchętniej korzystam ze stacji sieci Orlen i Lotos, to jednak i na innych stacjach spotykam się z życzliwością. Z tego powodu zawsze zostawiam coś w kasie stacji, kupując napój, posiłek albo coś, co i tak przyda mi się w dalszej drodze.

Obiekty użyteczności publicznej

To bardzo szeroka grupa miejsc. Ich cechą wspólną jest to, że w dostępnym dla ogółu budynku można znaleźć gniazdko z prądem. To będą dworce kolejowe i autobusowe, galerie handlowe i inne podobne obiekty, urzędy itd. W zdecydowanej większości nikomu nie będzie przeszkadzał gość, który podłączy swoje kółeczko do gniazdka. Czasami warto uprzejmie zapytać ochroniarza, o ile takowy w budynku jest. W galeriach handlowych często znajdują się dedykowane miejsca, w których są ławki lub fotele i gniazdka elektryczne. Przewidziane do ładowania telefonów komórkowych, świetnie sprawdzają się przy ładowaniu kółka.

Przypadkowe miejsca, ratujące pomyślność wyprawy

Epidemia koronawirusa jeszcze niedawno oznaczała zamknięcie wielu miejsc opisanych powyżej. Z tego właśnie powodu kilka dni temu zdarzyło się, że trudno mi było znaleźć miejsce do ładowania. Na szczęście na elewacji pobliskiej „Biedronki” znalazłem gniazdko, a w nim prąd. To przykład pokazujący, że w podbramkowej sytuacji można gniazdko można znaleźć w bardzo przypadkowych miejscach.

Coraz rzadziej można trafić na budynki, na których znajdziemy gniazdko. Nie jest to jednak niemożliwe i gdy wydaje się, że nie ma innej opcji, warto spróbować i tej. Widywałem już gniazdka w bardzo różnych miejscach – przy wiejskich kapliczkach przydrożnych, przy przepompowniach ścieków, przy myjniach samoobsługowych itd. Gdy nie ma innego wyjścia, to lepiej chociaż przez chwilę doładować się i w takim miejscu. Dodatkowe kilka czy kilkanaście kilometrów to możliwość znalezienia bardziej odpowiedniego gniazdka.

Rezerwa i planowanie to podstawa sukcesu

Generalną zasadą powinno być jednak pilnowanie bezpiecznej rezerwy prądu w baterii oraz planowanie miejsca ładowania. Do tego przydaje się aplikacja Google Maps, dzięki której szybko można odkryć restauracje i stacje paliw w pobliżu miejsca w którym się aktualnie znajdujemy. Kolejną generalną zasadą winno być ładowanie kółka przy każdej możliwej okazji. Nigdy nie można zakładać, że w zaplanowanym na kolejne ładowanie miejscu uda się podłączyć do prądu. Dlatego jeśli tylko jest okazja, podłącz kółko do ładowania. Zapas prądu nikomu nie zaszkodził, czego nie można powiedzieć o tym, komu tego prądu zabrakło. Przewagą roweru elektrycznego jest możliwość dalszej jazdy po rozładowaniu akumulatora. W kółku, jakby nie kombinować z pedałami elektrycznego monocykla, bez prądu pojechać się na nim nie da. To jest jego największe ograniczenie, które zawsze trzeba mieć z tyłu głowy.


To pierwszy z cyklu artykułów, w których będę się z Tobą dzielił moimi doświadczeniami oraz wiedzą przydatną w monocyklowej turystyce (i nie tylko). W kolejnych artykułach podpowiem Ci co jest potrzebne na trasie, jak i w co spakować niezbędny ekwipunek, pokażę jak zaplanować trasę, jak bezpiecznie pokonywać długie dystanse, jak nie dać się pogodzie i jak przygotować swój organizm aby uniknąć kontuzji. Do zobaczenia w następnym odcinku!