fbpx

750 km przez Polskę. Dzień #2: Tleń – Wierzbiczany, 117 km

Opis planu drugiego dnia wyprawy na elektrycznym monocyklu z północy na południe Polski. 750 km w siedem dni, przez siedem województw, od Bałtyku do granicy ze Słowacją.



Niedziela 23 czerwca 2019, czyli drugi dzień pierwszej w Polsce, samotnej wyprawy na elektrycznym monocyklu od Bałtyku po Pieniny. Tego dnia będę miał do pokonania najdłuższy, ale niekoniecznie najbardziej męczący odcinek z wszystkich siedmiu. Wyjadę z Tlenia i udam się w kierunku Świecia. Brzemiona, Sierosław i Drzycim to miejscowości, które minę na drodze swojego przejazdu zanim znowu dane mi będzie nacieszyć oko widokiem Wdy, przepływającej przez miejscowość Wyrwa. Dalej, przez Sulnówko, dojadę do Świecia i kolejny raz przekroczę Wdę w sąsiedztwie tutejszego zamku krzyżackiego.

Teraz czeka mnie jeden z niewielu fragmentów całej wyprawy, który wymaga przejechania drogą o dużym natężeniu ruchu. To na szczęście krótki odcinek drogi krajowej nr 91, którym przekroczę Wisłę. Chwilę później wjadę do miasta, w którym jest najlepszy widok na Świecie, czyli… do Chełmna. Tu najpewniej czeka mnie chwilka na relaks, konsumpcję i doładowanie baterii. 40 kilometrów będzie za plecami, czyli trzecia część dziennego planu.

Z Chełmna wyruszę w kierunku Torunia, jadąc przez Brzozowo, Kijewo Królewskie, Bajerze, Trzebcz Szlachecki, Grzybno, Łubiankę i Świerczynki. Do Torunia wjadę od strony Leśnej Polany, po czym skieruję się w stronę Starego Miasta. Tu także planuję dłuższy przystanek na odpoczynek, konsumpcję i doładowanie baterii. Jeśli uda mi się znaleźć przyjazne miejsce, w którym będę mógł bezpiecznie pozostawić kółko na czas ładowania, to może nawet uda mi się troszkę pozwiedzać? Mam nadzieję, że tak się stanie.

Mając już dwie trzecie drogi za sobą pozostanie mi ostatni odcinek. Mostem im. Józefa Poniatowskiego drugi raz tego dnia przekroczę Wisłę by następnie skręcić na zachód w stronę Wielkiej Nieszawki. Sporym łukiem objadę poligon artyleryjski i ruchliwą drogę krajową nr 15, kierując się na południowy skraj Cierpic i w dół, do Gniewkowa. Stąd już tylko kawałeczek do Lipia i na południe, do Wierzbiczan. 230 kilometrów od Gdańska, licząc po trasie mojej wyprawy.