fbpx
800 km w siedem dni, przez siedem województw. Pierwsza, samotna wyprawa elektrycznym monocyklu z północy na południe Polski.

W naszym kraju elektryczne monocykle to ciągle nowość i wielka rzadkość. Mało kto zna te urządzenia, a jednocześnie wzbudzają one ogromne zainteresowanie. Jednak nawet wśród osób, które się z nim zetknęły, jest ono postrzegane jako metoda poruszania się po mieście, na krótkich dystansach. Wyprawa o której chcę Ci teraz opowiedzieć, ma zmienić to podejście. Pokazać, że nowoczesne monocykle to już nie tylko sposób na omijanie korków. Że można na nich dojechać w więcej miejsc, na większe dystanse. A przy okazji pomóc Agatce Lewandowskiej, cierpiącej na zespół Retta.

Turystyka na jednym kole?

Nie będę pierwszym, który wybierze się w długą trasę przez swój kraj. Takie wyprawy miały już miejsce m. in. we Francji czy Wielkiej Brytanii. Podobne wyprawy mają w planach koledzy z USA czy ze Skandynawii. Nie będzie to także najdłuższa wyprawa – w 2018 roku francuski monocyklista okrążył Francję na monocyklu Gotway Monster, przejeżdżając 6000 kilometrów w ciągu półtora miesiąca. Francja jest jednak krajem, w którym elektryczne monocykle są dużo bardziej znane i rozpowszechnione. To samo dotyczy Wielkiej Brytanii czy USA. Jak na polskie realia, moja wyprawa będzie i tak sporym wyzwaniem oraz świetnym sposobem promocji jazdy na jednym, elektrycznym kółku. Bardzo liczę też na pomoc chorej dziewczynce i jej rodzicom.

Trasa wyprawy

Wyprawa odbędzie się w pierwszym tygodniu wakacji 2019 roku i podzielona jest na siedem odcinków, które łącznie mają długość około 800 kilometrów. Miejscem startu wyprawy będzie fontanna Neptuna na ul. Długiej, w sercu Starego Miasta w Gdańsku. Symboliczną metą wyprawy będzie przejście graniczne Sromowce Wyżne/Lysá nad Dunajcom na granicy ze Słowacją, jednak sama jazda zakończy się dopiero w Szczawnicy.

Dzień #1 Gdańsk – Tleń, 103 km

22 czerwca 2019 r. rano wyjadę spod fontanny Neptuna w Gdańsku i wałem kanału Raduni dotrę do Pruszcza Gdańskiego. Dalej droga będzie wiodła przez Rusocin, Trąbki Małe, Gołębiewo Wielkie, Skarszewy, Semlin, Zblewo, Borzechowo, Osieczną i Śliwice. Mniej więcej od Borzechowa droga wiodła będzie przez niezwykle malownicze tereny Borów Tucholskich, aby doprowadzić mnie do równie urokliwej miejscowości Tleń, gdzie czeka mnie pierwszy nocleg i odpoczynek przed dalszą podróżą.

Dzień #2 Tleń – Wierzbiczany, 117 km

Następnego dnia opuszczę Tleń i Wdecki Park Krajobrazowy. Jadąc przez Brzemiona, Drzycim, Wyrwę, Świecie i Głogówko Królewskie dotrę do drogi krajowej 91. Będzie to jeden z nielicznych przypadków, w których zmuszony będę poruszać się poboczem drogi o większym natężeniu ruchu. W tym wypadku to jedyna szansa przekroczenia Wisły i na szczęście będą to tylko dwa kilometry. Dalej droga wiodła będzie przez Chełmno, Kijowo Królewskie, Trzebcz Szlachecki, Grzybno, Łubiankę, Świerczynki i Toruń. Opuszczając Toruń ponownie przekroczę Wisłę, po czym omijając poligon artyleryjski skieruję się na Małą Nieszawkę, Cierpice i Gniewkowo. Zwieńczeniem tego dnia będzie nocleg w Wierzbiczanach, skąd następnego dnia wyruszę dalej.

Dzień #3 Wierzbiczany – Uniejów, 112 km

Trzeci dzień wyprawy to jazda przez pola Kujaw, drogą prowadzącą przez Modliborzyce, Pieranie, Tarnówkę, Radziejów, Piotrków Kujawski, Tomisławice, Ziemięcin, Sompolno, Osiek Mały, Koło, Chełmno i Skotniki. Tego dnia celem podróży i miejscem nocnego odpoczynku jest Uniejów.

Dzień #4 Uniejów – Słupia, 90 km

Wyjeżdżając z Uniejowa skieruję się na Chodaki, Szadek, Łask, Buczek, Zelów, Parzno i Kluki. Tego dnia celem podróży będzie Słupia. Nocleg spędzę w malowniczym dworze, otoczonym zabytkowym parkiem z rzeką Widawką w sąsiedztwie. Czwarty dzień to początek stopniowego wjeżdżania w coraz to wyższe obszary Polski. Jest to także najkrótszy odcinek z wszystkich, który zamierzam pokonać z tylko jedną przerwą na ładowanie. Na koniec czwartego dnia połowa trasy będzie już za mną.

Dzień #5 Słupia – Bobolice, 119 km

Piąty dzień zacznie się od ominięcia największej na świecie elektrowni węglowej, czyli Elektrowni Bełchatów. Na tym omijanie się nie skończy, następna do ominięcia jest olbrzymia Kopalnia Węgla Brunatnego Bełchatów. Droga poprowadzi więc przez Nowy Janów, Słok, Kalisko, Czyżów, Łękińsko, Brudzisko, Lgotę Wielką, Stobiecko Szlacheckie, Radomsko, Lgotę Małą, Witkowice, Olsztyn, Siedlec, Trzebniów i Mirów. W Bobolicach czeka mnie nocleg oraz przygotowanie do dalszej podróży. W tym dniu wjadę na wyjątkowo malowniczy Szlak Orlich Gniazd, a jednocześnie na wzgórza Jury Krakowsko-Częstochowskiej.

Dzień #6 Bobolice – Wieliczka, 135 km

Przedostatni dzień wyprawy to kontynuacja jazdy Szlakiem Orlich Gniazd. Żegnając Bobolicę skieruję się drogą przez Zdów, Podlesice, Skarżyce, Suliny do Podzamcza k. Ogrodzieńca. Dalej pojadę w stronę Pilicy, następnie przez Smoleń, Dłużec, Bydlin, Pazurek i Olewin dojadę do Sułoszowej by tam wjechać w Dolinę Prądnika. Później czekał mnie będzie Zamek Pieskowa Skała. Dalej pojadę niezwykle malowniczą trasą do Ojcowa, a dalej przez Prądnik Korzkiewski i Giebułtów wjadę do Krakowa „na około”, bo odbijając na zachód w stronę Bronowic, by następnie zjechać na południe i skierować się przez Czarną Wieś na Stare Miasto. Gdy już nacieszę oczy pięknem Krakowa, przejadę obok Zamku Królewskiego w stronę Kazimierza, następnie na Bieżanów by ostatecznie dotrzeć do Wieliczki. Tam będzie czekał mnie ostatni nocleg po najdłuższym i najbardziej wyczerpującym dniu wyprawy, a przed jej metą.

Dzień #7 Wieliczka – Sromowce Wyżne – Szczawnica, 116 km

Ostatni dzień to prawdziwa wisienka na torcie – najtrudniejszy, ale też chyba najpiękniejszy, górski etap całej wyprawy. Rano wyruszę z Wieliczki kierując się na Przebieczany, Trąbki, Gdów, Podolany, Lubomierz, Tarnawę, Nowe Rybie, Tymbark i Zamieście. W ten sposób osiągnę najwyżej położony punkt całej wyprawy – leżącą na wysokości 759 m n. p. m. Przełęcz Słopnicką. Po krótkiej przerwie wyruszę dalej, drogą przez Zalesie, Kamienicę, Zabrzeż, Tylmanową, Krościenko nad Dunajcem i Hałuszową do Sromowców Wyżnych. Tam, na przejściu granicznym ze Słowacją, czeka mnie finał wyprawy. Zostanie mi już tylko dojazd do Szczawnicy, gdzie czekać na mnie będzie rodzina i przyjaciele, z którymi zabiorę się w podróż powrotną do Gdańska.

Tyle na początek

Na bieżąco dzielę się z Tobą kolejnymi szczegółami. Już niebawem pokażę Ci jak przygotowywałem się do tej wyprawy, z jakimi problemami musiałem sobie radzić. Podzielę się z Tobą cennymi poradami oraz pokażę, z jakich narzędzi korzystałem. Pokażę Ci filmy, na których wspólnie przejedziemy się zanim jeszcze wskoczę na kółko. Filmy, które pozwoliły mi ocenić drogę, która czeka mnie pod koniec czerwca. Do wyprawy pozostały już tylko niecałe trzy miesiące. Bądź ze mną na bieżąco.

A może chcesz mi pomóc w osiągnięciu celu? Może znasz ciekawe miejsca w sąsiedztwie trasy wyprawy, które warto odwiedzić? A może znasz kogoś, kto widziałby się w roli partnera tej wyprawy? Ma ona na celu popularyzację elektrycznych monocykli, ale także promocję ekologicznych urządzeń transportu osobistego.

Pomóżmy Agatce chorej na zespół Retta

Nie bez znaczenia jest także charytatywny wymiar tej wyprawy – w jej ramach będę zachęcał do udzielenia pomocy dla Agatki Lewandowskiej, córeczki jednego z polskich monocyklistów. Chciałbym, aby moja wyprawa stała się okazją do pomocy dziewczynce, która zmaga się z ciężką chorobą – zespołem Retta. Moja wyprawa to siedem dni wyzwania, które jest niczym wobec wyzwania, jakie los postawił rodzicom Agatki. Nawet najskromniejsze wsparcie będzie wyraźną pomocą dla niej i jej rodziców. Tym bardziej, że możesz to zrobić rozliczając podatek za rok 2018.