fbpx

Nie daj się pogodzie i jeździj cały rok

Jesień to zwykle moment, w którym wielu z nas rezygnuje z jazdy elektrycznym monocyklem lub rowerem, a przyczyny w obu wypadkach są te same - robi się zimno, deszczowo i ciemno. Czy naprawdę jesień i zima są tak straszne, aby rezygnować z jazdy na kółku?

Bez wątpienia lato to czas największej frajdy z jazdy na kółku. Długi dzień to więcej czasu do wykorzystania, a ciepła i słoneczna aura wręcz prowokuje do tego, by znaleźć powód dla kolejnych kilometrów przejechanych na jednym kole. Niestety po lecie następuje jesień, która coraz krótszym dniem oraz chłodniejszą i bardziej kapryśną pogodą przyzwyczaja nas do nadejścia zimy. Zimy, która nad morzem wcale nie musi być śnieżna i zimna, ale rekompensuje to silnym wiatrem. Dlatego obrazek tytułowy nie ma zachęcać do wyjazdu do Szwecji, lecz być przykładem ubrania, w którym zimny wiatr i ewentualny deszcz nie są dla mnie przeszkodą w jeździe.

Dla niektórych już sama świadomość końca wakacji oznacza przesiadkę do samochodu lub komunikacji miejskiej. Większość jednak jeździ jeszcze miesiąc lub dwa, zależnie od przychylności pogody. Od listopada grono jeżdżących na jednym czy dwóch kółkach jest już niewielkie. Głównym problemem jest chłód, opady i szybko zapadający zmrok. Można się jednak przygotować do jazdy w takich warunkach i nadal mieć z tego korzyść oraz przyjemność.

Jak przygotować sprzęt?

Paradoksalnie, nasze monocykle są zwykle dobrze przygotowane do jazdy w chłodnej porze roku. Większość modeli jest odporna na jazdę w deszczu i po niezbyt głębokich kałużach. Jeśli tylko temperatury nie spadają poniżej -10 °C, a drogi wolne są od lodu i wyślizganego śniegu, to nie ma czym się martwić. Należy tylko pamiętać o pewnych ograniczeniach podczas eksploatacji kółka.

Zwróć uwagę na akumulator…

W niskiej temperaturze akumulator monocykla ma obniżoną pojemność oraz zdolność do pełnego obciążania. Oznacza to, że nie możesz liczyć na taki sam zasięg jak w lecie. W praktyce powinno się przyjąć, że w temperaturze około zera stopni zasięg będzie o jedną piątą mniejszy niż latem. Musisz także pamiętać, że zimny akumulator może nie być w stanie zapewnić takiej mocy, jak w lecie. Dlatego należy ograniczyć prędkość oraz jeździć płynniej, unikając gwałtownego przyspieszania.

Ryzyko braku mocy dotyczy jednak głównie monocykli, których akumulator ma mniej niż 600 Wh lub których baterie składają się z mniej niż czterech równoległych łańcuchów ogniw (konfiguracja 4P). Poza tym należy pamiętać, że podczas jazdy akumulator nagrzewa się wskutek strat energii.

Podsumowując:

  • ładuj i przechowuj monocykl w pomieszczeniu o temperaturze pokojowej
  • unikaj rozwijania dużych prędkości oraz wykonywania gwałtownych manewrów
  • przyjmij, że zasięg Twojego kółka będzie o 20 % mniejszy niż latem

…i oponę

Kolejnym ograniczeniem może być opona. Doskonała do jazdy po suchej i w miarę twardej nawierzchni, nieźle daje sobie radę także na mokrej. Zjawisko aquaplanningu nie występuje przy prędkościach z jakimi jeździ się na kółku. Dlatego nawet łysa opona daje sobie nieźle radę na mokrym asfalcie, czego nie można powiedzieć o samochodzie i prędkości 100 km/h. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na śniegu. Ten wcale nie musi być przeszkodą do jazdy na monocyklu, jednakże ryzyko poślizgu na fabrycznej oponie jest już dużo większe. Dlatego jeśli chcesz maksymalnie wykorzystać kółko w zimie, warto rozważyć wymianę opony na zimę. Jest to dość prosta sprawa, tutaj znajdziesz dokładny opis wymiany opony w monocyklu King Song KS-16. Niestety, żadna fabryczna opona nie da rady na lodzie lub ubitym śniegu. Można jednak samodzielnie eksperymentować z budową opony wyposażonej w kolce. W serwisie YouTube znajdziesz wiele filmów na ten temat. Poniżej jeden z nich.

Jak przygotować siebie?

Tu dochodzimy do sedna, bo od tego jak i w co się ubierzesz zależy, czy jazda kółkiem będzie przyjemnością, czy nie. Niestety, nie jest to taka prosta sprawa. Na pewno nie sprawdzą się tu wskazówki, których adresatami będą rowerzyści. Jazda na monocyklu nie powoduje, że człowiek męcząc się wytwarza sporo ciepła. Jednocześnie jeździ się zwykle szybciej, przez co pęd powietrza prędzej wychładza ciało. Do tego wyprostowana pozycja nie sprzyja ochronie przed utratą ciepła.

Można spojrzeć w stronę motocyklistów i tego w jaki sposób oni się ubierają. W dodatku ubrania motocyklowe mają dodatkowo chronić przed skutkami upadków, co stanowi wartość dodaną. Niestety, tego rodzaju ubrania są dość kosztowne i mało uniwersalne. Mało kto będzie chciał wyskoczyć na jesienny czy zimowy spacer w takim wdzianku.

Dość długo szukałem optymalnego rozwiązania, które pozwoliłoby zachować komfort podczas dłuższych, nawet wielogodzinnych podróży. W chłodny dzień, w padającym deszczu i przy silnym wietrze. Udało mi się, aczkolwiek nie było łatwo. Mój pomysł nie jest oczywiście jedynym słusznym, każdy ma swoje upodobania, każdy organizm jest inny. Wykorzystaj moje doświadczenia i dostosuj do siebie.

Najlepiej na cebulę

U mnie sprawdziło się rozwiązanie warstwowe, podobnie jak w przypadku cebuli i Ogrów. Oznacza to mniej więcej taki system warstw:

  1. Wewnętrzna – utrzymuje suchą skórę.
  2. Środkowa – utrzymuje ciepło.
  3. Zewnętrzna – chroni przed deszczem oraz wiatrem.

Co ważne, system taki jest uniwersalny – sprawdza się nie tylko na jesieni i zimą, ale przez cały rok. Z niektórych warstw można rezygnować w ciepłe i suche dni. Warstwa środkowa to niekoniecznie jedna warstwa ubrań. Ma ona zapewniać ciepło, więc może składać się realnie z dwóch warstw – na przykład cienkiego polaru i koszuli. Czasami jedna warstwa pełni jednocześnie funkcje dwóch warstw.

Warstwa wewnętrzna – sucha skóra

Warstwa wewnętrzna występuje u mnie przez cały rok. W lecie jest to zwykle koszulka termoaktywna z krótkim rękawem. W chłodną porę jest to podobna koszulka, tyle że nieco grubsza i z długim rękawem oraz kalesony termoaktywne. Ta warstwa zapewnia suchą skórę, co jest niezwykle ważne. Jeśli skóra będzie wilgotna od potu, pozostałe warstwy będą dużo mniej skuteczne.

Wbrew pozorom na kółku można się spocić w czasie jazdy, ale można się też spocić zanim w ogóle wejdziesz na kółko. Chociażby ubierając się w ciepłym pomieszczeniu jesteś w stanie się spocić, zanim wyjdziesz na zewnątrz. Jeśli nie zabezpieczysz skóry przed zaleganiem potu, bardzo szybko zrobi Ci się zimno i dalsza jazda będzie nieprzyjemna. Stąd warstwa wewnętrzna ma tak duże znaczenie, chociaż zazwyczaj sama w sobie nie grzeje. W bardziej chłodne dni (poniżej 5 °C) sięgam jednak po koszulkę i kalesony z wełny merynosów. Także świetnie odprowadza wilgoć, ale jednocześnie grzeje, co wzmacnia działanie warstwy środkowej.

Warstwa środkowa – ciepło

Kolejną warstwą, która ma zastosowanie tylko w chłodne dni, jest warstwa środkowa. Tu nie można dać jednej, uniwersalnej recepty, gdyż pole do popisu jest spore. W zależności od temperatury na zewnątrz może to być zwykła koszula (od 15 do 10 °C). Gdy robi się chłodniej, może to być koszula z polarową podszewką lub cienki polar (od 10 do 5 °C). Jeśli robi się jeszcze zimniej, ubieram grubszy polar (od 5 do 0 °C) albo cienki polar i koszulę z polarową podszewką (0 °C i mniej).

Jeśli chodzi o nogi, to tu praktycznie zawsze rolę warstwy środkowej pełnią zwykłe jeansy lub inne spodnie noszone na co dzień. Tak się składa, że nogi na monocyklu pracują najbardziej, więc wytwarzając ciepło są one najmniej podatne na wychłodzenie.

Warstwa zewnętrzna – ochrona przed deszczem i wiatrem

Zewnętrzna warstwa ma chronić przed deszczem oraz wiatrem, który przenikając do warstwy środkowej wydmuchiwałby z niej całe ciepło. Jeśli jest ciepło i sucho, zwykle nie ma potrzeby stosowania tej warstwy. Ewentualny, letni wiatr nie stanowi problemu, a czasami wręcz przynosi ulgę. Inaczej sprawa wygląda jesienią, gdzie zimny wiatr i deszcz są częstymi towarzyszami podczas jazdy na kółku.

W moim wypadku warstwa zewnętrzna w żadnym wypadku nie ma grzać. Od tego jest przecież warstwa środkowa. Poza tym nawet ciepłym latem kurtka i spodnie leżą w plecaku na wypadek deszczu. Dlatego przez cały rok korzystam z kurtki Jack Wolfskin High Amperage oraz spodni Marmot PreCip Full Zip.

Kurtka Jack Wolfskin High Amperage jest bardzo ciekawa – łączy lekkość i oddychalność softshella z odpornością hardshella na deszcz oraz wiatr. Gdy ją kupowałem była bezwstydnie droga (nawet mimo promocji), ale okazała się warta swojej ceny. Trójwarstwowy laminat to niezwykła lekkość, całkowita odporność na deszcz i wiatr oraz oddychalność na poziomie 35 000 g/m2/24h. Kaptur pomieści głowę razem z kaskiem, a jaskrawy kolor zwraca uwagę – jestem dużo bardziej widoczny dla pieszych, rowerzystów i kierowców. Niestety, ten model kurtki nie jest już dostępny w sprzedaży, a szkoda.

Kurtka Jack Wolfskin High Amperage

Spodnie Marmot PreCip Full Zip także są lekkie i odporne na wiatr oraz deszcz. Również zapewniają bardzo dobrą wodoodporność i oddychalność, ale jedną z ich największych zalet są zamki na całej długości nogawek. Pozwala to szybko zdjąć i założyć je bez konieczności zdejmowania butów. Ma to znaczenie szczególnie w lecie, gdy używamy ich doraźnie do ochrony przed deszczem. Moje poprzednie spodnie z zamkami do kolan wymagały zdejmowania butów, co jest średnim pomysłem gdy na trasie zaskoczy Cię deszcz. W praktyce wolałem już się gdzieś schronić albo dokończyć jazdę, godząc się na mokre nogawki spodni. Zamek na całej długości pozwala mi założyć spodnie dosłownie w pół minuty, nie martwiąc się mokrymi i brudnymi butami.

Spodnie Marmot PreCip Full Zip

Oczywiście, inwestując w dobrą kurtkę i spodnie możesz je wykorzystać w każdej innej aktywności. Na rowerze, podczas górskich spacerów itd. Muszę jednak przyznać, że kurtka i spodnie robią u mnie robotę. Używam ich cały rok, bo nawet upalne lato potrafi na trasie zaskoczyć solidnym prysznicem.

Buty też są ważne

Buty to temat na osobny artykuł, bo ich właściwy dobór ma kluczowy wpływ na to, czy jazda na elektrycznym monocyklu będzie przyjemna i bezpieczna. Nie wchodząc w szczegóły powiem tylko, że dla mnie najlepszym rozwiązaniem są buty trekkingowe z podwyższoną cholewą (tzw. „mid”), wyposażone w membranę Gore-Tex (lub inną o podobnych cechach) oraz twardą podeszwę. Takie buty zapewniają stabilność i swobodę w balansowaniu ciałem. Twarda podeszwa pozwala przenosić siły z całej stopy, co zmniejsza jej zmęczenie. Membrana pozwala jeździć w deszczu bez ryzyka szybkiego przemoknięcia stóp, a jednocześnie odprowadza wilgoć na zewnątrz. Zimą zakładam wysokie, narciarskie skarpety wełniane i to wystarcza, aby stopa nie marzła. Do niedawna jeździłem w butach Quechua MH500, które nieźle sprawowały się zarówno w codziennym chodzeniu jak i przy jeździe na kółku. Niestety, po kilku miesiącach straciły swoją wodoodporność i już po krótkiej jeździe w deszczu stopa była mokra. Od kilku dni używam butów Salomon X Ultra 3 GTX, a już zdążyłem zaliczyć dwugodzinną jazdę w deszczu. Pierwsze wrażenia są jak najbardziej dobre. Na pewno za jakiś czas podzielę się swoimi wrażeniami z użytkowania tych butów.

A reszta ciała?

Nie można zapominać o ochronie głowy, dłoni i stóp. Pod kask zazwyczaj noszę cienką, polarową czapeczkę do biegania. Oczywiście sprawdzą się wszelkiej maści ocieplacze dla rowerzystów. W bardziej chłodne dni przydatna będzie kominiarka snowboardowa, szczególnie jeśli ma wyprofilowaną część na usta i nos. Niestety, minusem kominiarki jest parowanie okularów podczas postoju w jeździe. W praktyce z tego powodu unikam stosowania kominiarki jeśli nie jest to zupełnie niezbędne.

Kolejnym elementem jest ochrona dłoni. Im niższa temperatura, tym grubsze rękawiczki powinno się stosować. Do około 10 °C wykorzystuję typowe, rowerowe rękawiczki bez palców. Między 10  a 5 °C używam rękawiczek z pełnymi palcami, a poniżej 5 °C są to już grube i ciepłe rękawice rowerowe. Ważne, aby stosowane rękawiczki były nieprzemakalne. Niestety, nie zawsze to co jest reklamowane jako nieprzemakalne takie jest w praktyce.

Jakiś czas temu kupiłem w Decathlonie rękawiczki jesienne na rower z serii 500, które – jak sugerował napis – miały być „water repellent”. Niestety, w praktyce deszcz wsiąkał w nie bez problemu, a dotknięcie np. mokrej poręczy powodowało, że dłoń momentalnie była mokra. Jednak w suche, cieplejsze, jesienne dni sprawdzają się dobrze. W chłodniejsze dni korzystam z rękawiczek Chiba Rain Touch, które całkiem przyzwoicie dają sobie radę do temperatury około -5 °C. Są wystarczająco odporne na deszcz i dotykanie mokrych powierzchni. Ze względu na wielkość i mobilność palca w takiej rękawiczce, w ograniczonym zakresie pozwalają korzystać z ekranu dotykowego w smartfonie. Natomiast gdy jest już naprawdę zimno albo spodziewam się dłuższej jazdy w deszczu, zakładam rękawice Black Diamond Renegade Glove Gore-Tex. W tych rękawicach ani chłód ani deszcz nie są mi straszne.

Podsumowanie

Warstwowy sposób ubierania pozwala elastycznie dobrać ubranie do warunków atmosferycznych. Co ważne, niektóre z jego części będą uniwersalne – znajdą zastosowanie latem jak i zimą. Można zatem zainwestować więcej pieniędzy w coś dobrego, zamiast osobno kupować wiatrówkę na lato, lekką kurtkę na wiosnę czy jesień i puchówkę na zimę. Jeśli jednak już masz troszkę ciuchów w szafie, zrób przegląd i zobacz co może się nadać do jazdy na kółku. Ja preferuję możliwie najbardziej uniwersalne rozwiązania, nawet kosztem wyższej ceny, gdyż dużo czasu spędzam na jeździe. Jednodniowe wycieczki w okolicach stu kilometrów nie są u mnie rzadkością nawet zimą. Jeśli jednak Twoje jazdy ograniczają się do kilku kilometrów dziennie, inwestowanie w drogie ciuchy będzie pozbawione sensu.